Roztrzepanie
Dzisiaj mam dzień z serii "Mam za dużo na głowie, nie wiem z co się zabrać, więc koniec końców nie robię nic, albo wszystkiego po trochę". Niestety ten problem bardzo często mnie dotyka. W tym momencie jestem na zwolnieniu, a i tak mam tyle wszystkiego, że nie mogę się wyrobić. Fajnie by było tylko móc pisać i ćwiczyć i tańczyć (w między czasie zrobić obiad, pobawić się z synem, nastawić pranie, posprzątać, itd.), ale okazało się, że to wymaga więcej pracy i zaangażowania, i klasyczne usiądę i napiszę wydaję się być zdecydowanie przereklamowane. Trzeba o siebie zawalczyć. Trzeba się dać zauważyć. Całe życie żyłam w przeświadczeniu, że jak co potrafię, to mnie to znajdzie. Czyli - jestem urodzonym reżyserem filmowym, więc czekam, aż ktoś zapuka do moich drzwi i powie - O! To ty! Chodź, wyreżyserujesz jakiś film!. No więc - NIE. Nikt do was nie przyjdzie. A nawet jak przyjdzie jakiś znak, to będzie znak, ale ty musisz sama podjąć działanie. No więc ja takie podejmuję, mam nadzieję, że da to swoje plony.




